Wady genetyczne

Po porodzie okazało się, że synek ma jeszcze jedną wadę serca – której wynikiem mogła być śmierć w przeciągu paru dni, w związku z czym lekarze zdecydowali o natychmiastowej operacji i w efekcie dziecko mając kilka dni przeszło operację usunięcia obu wad....

Wady genetyczne
Wady genetyczne

 
Tomcio ma aktualnie 4,5 roku i urodził się z diagnozą zespołu downa. W ciąży dowiedzieliśmy się od lekarzy, że ma wadę serca, która powinna zostać zoperowana jak dziecko będzie miało około 6 miesięcy, a w późniejszym czasie prawdopodobnie powtórzona. 


Po porodzie okazało się, że synek ma jeszcze jedną wadę serca – której wynikiem mogła być śmierć w przeciągu paru dni, w związku z czym lekarze zdecydowali o natychmiastowej operacji i w efekcie dziecko mając kilka dni przeszło operację usunięcia obu wad. I to by było na tyle jeżeli chodzi o ingerencję lekarzy w ciało
Tomcia ��


Operacja udała się i nie zostanie nigdy powtórzona. Tomcio przechodzi rutynowe, coroczne, kontrole, które pokazują, że jego serce działa idealnie. Nigdy nie miał żadnych oznak niewydolności serca (mimo, że lekarze bardzo się starali, żeby takie znaleźć). Pooperacyjne „dziurki”, które zostały w ilości 3 sztuk, zniknęły w ciągu paru miesięcy. Do 5-6 miesiąca życia Tomcio był głuchy. 


Ale zacznę od czegoś innego: już w ciąży zaczęłam szukać uzdrowienia. Jestem nawrócona od wielu lat, ale jeżeli chodzi o kwestię uzdrowienia, to sytuacja wyglądała tak, że: jak się nawróciłam – było dla mnie oczywiste, że zdrowie jest nam obiecane tak, jak zbawienie. I, że chrześcijanin, który ma Ducha Świętego – a już szczególnie ochrzczony Duchem Świętym –powinien chodzić w zdrowiu. 


Natomiast lata bycia w kościele niestety zabiły moją wiarę w to. Lata słuchania nauczań, które „tłumaczyły” brak uzdrowień, niestety ale spowodowały, że i ja zaczęłam wątpić. A w efekcie niewiary – po prostu uzdrowień nie oglądałam. Jak się dowiedziałam o diagnozie Tomcia – dostałam „kopa” i motywację do poszukiwań. I tak trafiłam na nauczanie Curryego i byłam zaskoczona, że ktoś myśli (i żyje) tak, jak ja myślałam w momencie nawrócenia i jak wiem, że powinien żyć chrześcijanin. Słuchałam nauczań Curryego na okrągło. 


W efekcie – jak okazało się, że Tomcio nie słyszy – skontaktowałam się z Team Avalanche i przedstawiłam pokrótce naszą sytuację Margareth (mailowo). Po kilku dniach od mojego skontaktowania się z nią – Tomcio zaczął słyszeć! Wiem, że to był efekt modlitwy jej zespołu!
A to, że zaczął słyszeć, okazało się dosyć zabawnie: kichnęłam a Tomcio się rozpłakał ze strachu! Zdziwiło mnie to, bo do tej pory kompletnie nie uważaliśmy na dźwięki przy nim (nawet jak spał nie uciszaliśmy drugiego dziecka, bo zwyczajnie nie było takiej potrzeby). A tego dnia zareagował kilka razy na różne dźwięki: na kichnięcie, na dźwięk z komputera, i inne takie. No i do tej pory słyszy ��


Podsumowując sytuację Tomcia: mam piękne i inteligentne dziecko. I nie muszę tego mówić przez wiarę �� Pracujemy jeszcze nad mową – ale i to wiem, że jest już załatwione. Pan Jezus zapłacił za wszystko już lata temu!


Jeszcze jedną rzecz chcę tu zaznaczyć: jestem szczęśliwą osobą. Naprawdę szczęśliwą. Był czas, że zmagałam się ze złymi myślami odnośnie Tomcia (szczególnie wieczorami i w nocy się one pojawiały) – ale znalazłam na to rozwiązanie: modlitwa na językach! (w momencie pojawiania się ich). Walczyłam tak może parę tygodni, nie pamiętam dokładnie, ale już od wielu miesięcy nie pojawiają się te ataki na mój umysł – prawdopodobnie dlatego, że znalazłam rozwiązanie i atakowanie jest bezcelowe. I choć wiem, że niektóre osoby z mojej rodziny (nawet nawrócone) żyją w obawie o przyszłość Tomcia – ja tego autentycznie nie odczuwam. Jestem ponad ich strachem. I to jest rzecz, którą uważam za jedno ze zwycięstw – że funkcjonuję w zupełnej wolności mimo tego, że nie widzę fizycznymi oczami jeszcze wszystkich rzeczy, na które czekam (w kwestii uzdrowienia).


Podzielę się jeszcze świadectwem mojego uzdrowienia: od 2go roku życia chorowałam na astmę oskrzelową. Była ona na tyle zaawansowana, że od wieku nastoletniego musiałam codziennie nosić ze sobą inhalator. Aktualnie od kilku lat jestem zdrowa. 


Nauczanie, którego słuchałam, odbudowało moją wiarę w uzdrowienie i pomogło mi w przyjęciu tego, co Bóg już dawno dla mnie miał. Nie potrafię podać momentu, w którym moje uzdrowienie się zamanifestowało, ale stało się to w czasie studiowania tematu uzdrowienia w ostatnich latach. Od tych kilku lat oddycham normalnie, oddycham przez nos (co przez lata było dla mnie nieosiągalne), nie używam w ogóle leków. 


Ale – co „ciekawe” - parę razy (dokładnie 3, o ile dobrze liczę) zdarzyło się, że wracały epizody z problemem z oddychaniem. Dwa razy pokonałam je modlitwą na językach i wyznawaniem uzdrowienia (i poprawa nastąpiła po jakichś 2 dniach), a ostatni „atak” zaczął się w parę minut (dosłownie) i zakończył po paru godzinach (a więc DUŻO szybciej niż wcześniej) – również wyznawałam uzdrowienie (choć tu było „inaczej”, bo prawie mówić nie mogłam). 
Jestem pewna – i nic tej pewności nie zmieni – że uzdrowienie jest nam ZAGWARANTOWANE przez dzieło Jezusa, i to, że diabeł walczy podrzucając nam symptomy, znaczy tylko tyle, że jest uparty i się nie poddaje.


Nie zmienia to jednak tego, że uzdrowienie już mamy, już jest opłacone, i jest nam dane raz na zawsze!

Świadectwo Basi